O gołębiach słów kilka
- FG
- 2 dni temu
- 4 minut(y) czytania
Gołąb rozpoczyna dzień wcześnie, chociaż nie istnieją żadne dowody wskazujące, że musi. Słońce dopiero wychyla się ponad dachy, ulice pozostają puste, a Gołąb już siedzi na gzymsie. Jest nastroszony, nieruchomy i kształtem przypomina niedużą gruszkę wyposażoną w dziób. Od czasu do czasu obraca głowę, sprawdzając, czy świat podczas nocy nie przesunął się w nieprzewidzianym kierunku.
Nie przesunął się.
Gołąb może zatem przystąpić do porannej toalety. Dziób przesuwa się po skrzydle, skrzydło unosi się do góry, głowa znika pomiędzy piórami, a następnie wynurza się po drugiej stronie. Cała procedura trwa długo i sprawia wrażenie bardzo dokładnej, chociaż po jej zakończeniu Gołąb wygląda niemal identycznie jak przed rozpoczęciem. Jedno pióro sterczy może odrobinę mniej, drugie trochę bardziej. Bilans pozostaje wyrównany.
Po zakończeniu toalety Gołąb odlatuje z gzymsu. Nie wiadomo, dokąd. Po chwili ląduje na rynku, na którym przebywa już kilkadziesiąt innych gołębi. Najwyraźniej wydarzenie było zaplanowane, choć żaden z uczestników nie przyniósł porządku obrad.
Gołąb rozpoczyna spacer.

Nie jest to spacer powolny ani swobodny. Gołąb chodzi w sposób niezwykle stanowczy. Każdemu krokowi towarzyszy energiczny ruch głowy, dzięki któremu ptak wygląda, jakby zmierzał na spotkanie, na które jest już poważnie spóźniony. Pokonuje kilka metrów, zatrzymuje się, zmienia kierunek, przyspiesza, po czym wraca niemal dokładnie w miejsce, z którego wyruszył.
Trasa nie prowadziła donikąd. Prowadziła w wiele miejsc, tylko żadne nie okazało się potrzebne.
Wkrótce Gołąb dołącza do większej grupy. Ptaki stoją razem, obracają się, gruchają i wykonują krótkie przejścia pomiędzy sobą. Jeden Gołąb odchodzi, drugi zajmuje jego miejsce, trzeci przechodzi na drugą stronę, a czwarty stoi pośrodku i przeszkadza wszystkim pozostałym. Po kilku minutach grupa rozchodzi się bez widocznego rezultatu.
Poranne zebranie dobiegło końca. Nie ustalono niczego, ale obecność była liczna.
Gołąb kontynuuje marsz po placu. Przed dziobem pojawia się drobny kamyk. Gołąb zatrzymuje się i przygląda mu z obu stron, ponieważ jedno oko najwyraźniej nie wystarcza do pełnej oceny sytuacji. Następnie dziobie kamyk.
Kamyk nie nadaje się do jedzenia.
Gołąb odchodzi.
Po chwili pojawia się drugi Gołąb i również dziobie ten sam kamyk. Rezultat pozostaje bez zmian. Kamyk, mimo dwóch niezależnych kontroli, nadal nie nadaje się do jedzenia.
Na chodnik spada kawałek bułki.
Pierwszy zauważa go Gołąb znajdujący się najbliżej. Zaczyna biec. Widząc biegnącego Gołębia, ruszają kolejne. Po sekundzie spokojny rynek zamienia się w pole bitwy, na którym kilkadziesiąt ptaków walczy o fragment pieczywa mniejszy od pudełka zapałek.
Gołąb przeciska się pomiędzy pozostałymi. Rozkłada skrzydła, wykonuje gwałtowny skok i odgania przeciwnika. Przeciwnik wraca z drugiej strony. Następuje dziobnięcie, obrót, kolejne rozłożenie skrzydeł i krótki lot ponad tłumem. Bułka przesuwa się po chodniku, rozpada na kilka części, a każda z nich natychmiast zyskuje osobną grupę zainteresowanych.
Kilka kroków dalej leży większy kawałek pieczywa. Nie biegnie do niego żaden Gołąb, ponieważ żaden inny Gołąb jeszcze tam nie biegnie.
Gołąb zdobywa okruszek. Połyka go, zanim pozostali zdążą ustalić, kto właściwie go znalazł. Walka ustaje równie szybko, jak się rozpoczęła. Ptaki rozchodzą się po placu i ponownie przyjmują wygląd stworzeń, które nigdy nie uczestniczyły w żadnej awanturze.
Po śniadaniu Gołąb zauważa gołębicę.
Pierś Gołębia natychmiast powiększa objętość, szyja nabiera kolorów, a ogon rozkłada się w wachlarz. Gołąb opuszcza głowę, obraca się i rozpoczyna gruchanie. Gołębica idzie dalej. Gołąb podąża za nią i powtarza cały układ. Gołębica ponownie zmienia kierunek. Gołąb również zmienia kierunek.

Całość trwa przez kilka minut i przypomina taniec, w którym tylko jeden uczestnik wie, że właśnie odbywa się taniec.
Gołębica odlatuje.
Gołąb pozostaje na placu, składa ogon i natychmiast zaczyna dziobać niewidoczny punkt na chodniku. Punkt nie zawiera niczego interesującego, ale pozwala płynnie przejść do innych zajęć.
W południe Gołąb przenosi się na pomnik. Najpierw siada na cokole, następnie na ramieniu, aż w końcu zajmuje miejsce na głowie postaci odlanej z brązu. Pomnik przedstawia człowieka zasłużonego, który prawdopodobnie poświęcił znaczną część życia, aby znaleźć się właśnie w tym miejscu. Gołąb potrzebował zaledwie kilku sekund, żeby znaleźć się wyżej.
Na pomniku Gołąb odpoczywa. Chowa jedną nogę w piórach i stoi na drugiej. Nie wiadomo, co dzieje się wówczas z ukrytą kończyną. Znika całkowicie i pojawia się ponownie dopiero po kilku minutach, bez żadnego wyjaśnienia.

Poniżej przez rynek przechodzą ludzie. Gołąb śledzi ich jednym okiem, po czym odwraca głowę i śledzi drugim. Szczególną uwagę przyciągają osoby jedzące. Kanapka, drożdżówka albo paczka frytek powodują natychmiastowe ożywienie. Gołąb prostuje się, wysuwa głowę i opuszcza pomnik.
Ląduje w pobliżu ławki.
Nie podchodzi od razu. Najpierw zachowuje odległość. Wykonuje dwa kroki, zatrzymuje się i patrzy. Następnie wykonuje trzy kolejne. Gdy człowiek porusza ręką, Gołąb odskakuje. Po chwili wraca, ale zatrzymuje się odrobinę bliżej. Cała operacja przypomina negocjacje prowadzone bez tłumacza przez strony, z których jedna posiada frytkę, a druga bardzo wyraźnie jej nie posiada.
Frytka spada na ziemię.
Gołąb rzuca się w jej stronę, lecz przed nim pojawia się drugi Gołąb. Po chwili nadlatuje trzeci. Rozpoczyna się pościg. Pierwszy Gołąb chwyta frytkę i ucieka, drugi próbuje złapać ją z przeciwnej strony, a trzeci biegnie obok, choć nie ma dostępu ani do frytki, ani do miejsca, w którym mógłby ją przejąć. Po kilkunastu metrach frytka pęka. Każdy otrzymuje fragment, z wyjątkiem trzeciego Gołębia, który najwyraźniej odpowiadał za dokumentację wydarzenia.
Po posiłku Gołąb wraca do stada. Większość ptaków nagle podrywa się do lotu. Gołąb odlatuje razem z nimi. Nie widać żadnego zagrożenia, ale skoro wystartowały wszystkie, pozostanie na ziemi byłoby rozwiązaniem wymagającym nadmiernej oryginalności.
Stado wykonuje koło nad rynkiem i ląduje kilkanaście metrów dalej.
Powód alarmu nie zostaje ustalony. Na placu leży jedynie poruszana wiatrem reklamówka. Gołębie wracają do poprzednich zajęć, starannie omijając miejsce, w którym mogłyby spotkać się z pytaniami.
Po południu Gołąb zajmuje parapet. Jest szeroki, pusty i mógłby pomieścić przynajmniej kilka ptaków. Po chwili siada na nim drugi Gołąb.
Pierwszy Gołąb wydaje niski dźwięk.
Drugi odpowiada podobnym.
Następuje seria obrotów, pochyleń i krótkich uderzeń skrzydłami. Ptaki przesuwają się wzdłuż parapetu, choć wolnej przestrzeni nadal pozostaje więcej niż zajętej. Żaden nie zamierza jednak ustąpić. Po kilku chwilach pierwszy Gołąb odlatuje. Drugi rusza za nim.
Parapet zostaje skutecznie obroniony przed wszystkimi zainteresowanymi, włącznie z jego obrońcami.
Gołąb ląduje ponownie na rynku. Chodzi pomiędzy innymi ptakami, przystaje przy jednej grupie, po chwili przenosi się do następnej. Kiedy stado skręca w lewo, Gołąb skręca w lewo. Gdy wszystkie ptaki zawracają, Gołąb zawraca razem z nimi. Kiedy jeden zaczyna gwałtownie biec, pozostałe również przyspieszają, choć na końcu trasy nie znajduje się nic poza tym samym kamykiem, który został dokładnie skontrolowany rano.
Gołąb dziobie go po raz trzeci.
Kamyk zachowuje dotychczasowe właściwości.
Pod wieczór ruch na rynku słabnie. Gołąb opuszcza plac i wraca na gzyms. Siada niemal w tym samym miejscu, z którego rano odleciał. Nastrosza pióra, chowa głowę pomiędzy skrzydłami i nieruchomieje.
Jutro Gołąb zrobi prawdopodobnie dokładnie to samo.





Komentarze