top of page

Czternaście czy piętnaście? Rada Gminy Kłomnice zmierzyła się z kalendarzem

Sześć skarg, jeden wójt i czternaście dni, które według jednej z wersji zdążyły rozmnożyć się do piętnastu. Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Kłomnice radni rozpatrywali skargi dotyczące terminowości udzielania informacji publicznej. Dyskusja szybko przestała dotyczyć wyłącznie działalności urzędu. Na salę obrad, choć bez formalnego zaproszenia, wkroczyła również matematyka.


Autorem sześciu skarg na wójta był radny Andrzej Śpiewak. Zarzucił on przekroczenie ustawowego terminu na udzielenie odpowiedzi na wnioski o informację publiczną.


Zgodnie z art. 13 ustawy o dostępie do informacji publicznej odpowiedź powinna zostać udzielona bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od złożenia wniosku. Jeżeli organ nie może zachować tego terminu, powinien poinformować wnioskodawcę o przyczynach opóźnienia i wskazać nowy termin.


W rozpatrywanych sprawach wnioski zostały złożone 27 czerwca 2026 roku. Odpowiedzi urząd nadał 10 lipca, co miały potwierdzać zarówno stemple pocztowe, jak i książka nadawcza Urzędu Gminy.


Komisja Skarg, Wniosków i Petycji uznała, że wójt ustawowego terminu nie przekroczył. Według stanowiska przedstawionego podczas obrad informacje wysłano w dopuszczalnym czasie.


Radny Andrzej Śpiewak utrzymywał natomiast, że odpowiedź nastąpiła piętnastego dnia. W ten sposób sześć skarg na działalność wójta zamieniło się również w spór o zasady liczenia dni.


Kalendarz zeznaje na korzyść urzędu

Od 27 czerwca do 10 lipca, licząc obie daty, przypada czternaście dni kalendarzowych. Jeżeli natomiast — zgodnie ze zwykłą zasadą obliczania terminów — nie uwzględnimy dnia, w którym nastąpiło zdarzenie rozpoczynające bieg terminu, 10 lipca był dopiero trzynastym dniem liczenia.


Piętnasty dzień nie pojawia się w żadnym z tych wariantów. Musiałby wejść do rachunku bocznymi drzwiami.


Oczywiście w sprawach informacji publicznej znaczenie może mieć nie tylko data widniejąca na odpowiedzi, lecz także moment faktycznego wykonania obowiązku. W tym przypadku komisja dysponowała jednak stemplem pocztowym oraz zapisem w książce nadawczej, wskazującymi, że korespondencję nadano 10 lipca.


Spór nie dotyczył więc sytuacji, w której urząd sporządził pismo jednego dnia, a wysłał je kilka dni później. Dotyczył przede wszystkim tego, ile dni mieści się między 27 czerwca a 10 lipca.


Sześć skarg, jeden problem

Każda skarga powinna zostać rozpatrzona indywidualnie, ponieważ dotyczy konkretnego wniosku i sposobu jego załatwienia. Jeżeli jednak wszystkie sześć spraw opierało się na tych samych datach i tym samym zarzucie, ich los musiał być podobny.


Sam fakt wysłania odpowiedzi w czternastodniowym terminie nie przesądza jeszcze, czy urząd działał „bez zbędnej zwłoki”. Ustawa nie daje bowiem organom automatycznego prawa do odkładania każdego prostego wniosku na ostatni dzień. Czternaście dni to termin maksymalny, a nie urzędowy abonament pozwalający każdej odpowiedzi przez dwa tygodnie dojrzewać w szufladzie.


To jednak osobna kwestia. Skargi dotyczyły przekroczenia terminu, a nie tego, czy informacje można było przekazać wcześniej. Z przedstawionych podczas sesji dat wynikało zaś, że ustawowej granicy nie przekroczono.


Ostatecznie w pojedynku radnego z kalendarzem mocniejsze argumenty przedstawił kalendarz. Nie zabierał głosu, nie składał wyjaśnień i nie wnosił autopoprawek. Wystarczyło policzyć kartki.


fot. okładki: pixabay.com

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page